Żenadę czas zacząć: eliminacje do europejskich pucharów

Już niebawem czeka nas kolejna odsłona żenującego spektaklu  pod tytułem “polskie drużyny w europejskich pucharach”. Tym razem nie będziemy przynajmniej musieli przeżywać rozczarowań, bo nasze kochane kluby swoją misterną polityką transferową zadbały, żebyśmy nie robili sobie żadnych większych nadziei na jakikolwiek przyzwoity wynik. Niestety, dotyczy to także, a nawet przede wszystkim, mistrzowskiej druzyny z ubiegłego sezonu, Lecha Poznań.

Pamiętacie tą euforie wśród dziennikarzy w mediach, oraz kibiców na portalach i forach internetowych, jaka zapanowała po zakończeniu poprzedniego sezonu? Lech mistrzem! Kolejorz ma majastra! O kurczę, jak fajnie, że to Lech będzie walczył o Ligę Mistrzów, a nie Wisła! Krakowskie centusie znowu nikogo by nie kupili i skompromitowali się w pierwszej rundzie! A Lech już szykuje kasę na transfery! Ile wyda? 3 miliony? 4? A może 5 milionów euro?! Wreszcie będzie Liga Mistrzów dla polskiego zespołu!

Minęło kilkanaście tygodni i już wiadomo, że gówno będzie, a nie Liga Mistrzów. Jak na razie najpoważniejszym ruchem transferowym poznaniaków jest sprzedaż Roberta Lewandowskiego. W nowym sezonie Kolejorz będzie musiał sobie radzić bez niego.  A każdy kto pamięta, jak radził sobie w zeszłym sezonie, gdy Lewandowski musiał akurat pauzować , ten wie, jak dotkliwa jest to strata.

Ok, to żaden wstyd ani dyshonor sprzedać najlepszego zawodnika. Robią to kluby na całym świecie, nawet te czołowe. Sęk jednak w tym, że w cywilizowanych klubach za otrzymaną w ten sposób kasę sprowadza się godnego następce, dokupuje się jeszcze 1-2 graczy na inne pozycje, na które akurat przydałyby się wzmocnienia, a dopiero to, co ewentualnie zostanie, odkłada się do skarbonki. Niestety, do nas cywilizacja jeszcze nie dotarła.

4,5 miliona za Lewandowskiego to naprawdę przyzwoita suma. Można by za nią kupić  dwóch dobrych napastników  i jeszcze sporo by zostało.  Ale nie. Lech wie lepiej, jak prowadzić politykę transferową. Taktykę poznańskich działaczy można w skrócie określić jako: “nie bawimy się w żadne kosztowne zakupy, czekamy na promocje”. Rutkowski, Pogorzelczyk i spółka rozbestwili się po transferach Kriwca i Stilica, których udało się sprowadzić  za sumy  znacznie niższe od ich wartości - Kriwca za około 300 tys. euro, Stilica  za jeszcze mniej. Kuchenkorzowi sprzyjało wtedy szczęście - Kriwcowi za pół roku kończył się kontrakt, Stilic miał bodajże klauzule odstępnego, podpisaną jeszcze jako początkujący kopacz, a więc bardzo niską. Poznaniacy najwidoczniej chcieliby, zeby takiej okazje przydarzały im się zawsze.

Piłkarski rynek to jednak nie osiedlowy butik z tanią odzieżą, gdzie wszystko jest zawsze przecenione o kilkadziesiąt procent. Jeśli chce się sprowadzić dobrego piłkarza, trzeba za niego zazwyczaj dobrze zapłacić. Poznaniacy ogladają więc ceny i kręcą nosem. Cleo z Partizana - 1,2  mln. euro. Za drogo. Dragan Mrdja z Vojvodiny - 1 mln. euro. Nie jest tyle wart. Micanski - klauzula odstępnego w wyskości 600 tys. euro. Nie bierzemy, może trafi się ktoś tańszy.  I tak dalej.

W efekcie sprowadzony został podstarzały Wichniarek, który przez ostatni rok nie strzelił ani jednej bramki, ale za to nie trzeba było za niego płacić.  Wspaniały ruch działaczy, no nie? Mieć  4,5 miliona euro, móc sprowadzić 25-letniego Cleo (14 goli i 6 asyst w poprzednim sezonie) za nieco ponad 1/4 tej sumy, a zamiast tego wybrać starego i nieskutecznego Wichniarka, bo te 4,5 miliona tak ładnie wygląda w klubowej kasie, że aż żal zabierać z niej choćby jednego eurocenta…

Oczywiście polska liga jest tak słaba, że Wichniarek, jeśli tylko będzie mu się chciało, pewnie strzeli minimum 12-14 goli w sezonie. Lepszy od Lewandowskiego jednak na pewno nie będzie, a przecież nawet z Lewandowskim nie udało się w zeszłym sezonie nic osiągnąć w Europie. Cleo być może by był. Poza tym Wichniarka nigdzie się już nie sprzeda, a Cleo po dwóch latach zapewne by można, jeśli spisywałby się dobrze to nawet za znacznie większa sumę, niż się kupiło. Była by więc kasa na kolejny transfer, interes by się kręcił. Tak to działa w profesjonalnych klubach. Ale nie u nas.

Wisła Kraków w ostatnich latach aż za dobrze pokazała, jak kończy się polityka dziadowskich oszczędności w obliczu startu w pucharach. Teraz Lech idzie tą samą drogą. I tak samo skończy.

* Skomentuj ten wpis

Lewandowski i Stilić - forma pionowo w dół

Największymi zakupami Lecha przed tym sezonem byli Kasprzik i Gancarczyk. Obydwa transfery okazały się udane - Kasprzik bez wątpienia sam jest w stanie wybronić więcej sytuacji niż Kotorowski i Turina razem wzięci, nawet gdyby pozwolono im dwóm jednocześnie stać między słupkami; zaś te 300 tys. euro za Gancarczyka okazało się być bardzo niewygórowana ceną. Kolejorz więc przedsezonowymi transferami poprawił swoją grę. Niestety, tylko defensywną. Ofensywy bowiem nie wzmocniono.

Generalnie postępowanie działaczy Lecha pozornie wygląda na logiczne. W tamtym sezonie jeśli coś kulało w grze klubu z Wielkopolski to była to właśnie defensywa. W ofensywie Lech miał dwie tuzy - przebojowego i skutecznego Lewandowskiego, oraz kreatywnego Stilica, który czasami w naszej lidze prezentował jak zawodnik z innej planety niż reszta ligowców. Uznano więc, że tu wzmocnienia nie są niezbędne, uzupełniono tylko skład młodymi i perspektywicznymi zawodnikami jak Mikołajczak i Chrapek (osobiście uważam, że 24-letni Chrapek nie jest ani młody ani perspektywiczny, ale próbuje się tu wczuć w tok myślenia działaczy). Stilić i Lewandowski nadal mieli brylować na boisku i siać popłoch w szeregach rywali. Nikt nie spodziewał się, że obydwaj obniżą loty. A obniżyli i to drastycznie.

Stilić jest obecnie tylko wyblakłym cieniem gwiazdy z zeszłego sezonu. Nadal potrafi nieźle wykonywać stałe fragmenty, ale poza tym - tragedia. Po boisku rusza się jak 50-letni oldboj z niezaleczoną kontuzją, a o jego zaangażowaniu w grę po prostu żal wspominać. Obecnie łatwiej jest zobaczyć Leo Beenhakkera na meczu polskiej ligi, niż ślady jakiegokolwiek zaangażowania w grze Stilica.

A Robert “7 mln euro” Lewandowski? Kwintesencją jego obecnej dyspozycji był wczorajszy mecz, w którym snuł się po boisku ospały i nieprzydatny, a na dodatek zmarnował sytuację, którą bez trudu wykorzystałby każdy junior MKS-u Kluczbork. W takiej formie mrzonką jest nie tylko transfer do Szachtara za 7 mln, ale nawet do Kamazu Nabierżnyje Czełny za 700 tys.

Oczywiście a propo wczorajszego spotkania da się wytknąć także inne mankamenty w grze Kolejorza, jak choćby beznadziejną taktykę Zielińskiego, w ofensywie polegającą głównie na tym, że ciągle powtarzały się dwa zagrania:

  • długie podanie do nikogo
  • długie podanie do odgrywającego, który odgrywał do przeciwników

Z taką taktyką trudno zrobić furorę w Europie. Powiedzmy sobie jednak szczerze: w obecnej dyspozycji Stilić i Lewandowski nie sprawdziliby się w żadnej taktyce, chocby nawet ustawiał ich na boisku Ferguson czy Mourinho.

Generalnie kij ze Stilicem, bo jego brak formy to problem tylko kibiców Lecha. Natomiast brak formy Lewandowskiego to problem nas wszystkich. Mówi się, że Brożek jest w słabej formie, bo strzelił na razie tylko jedną bramkę. Brożek jednak zalicza dużo asyst, a zaliczyłby ich jeszcze więcej, gdyby jego podań nie marnowali koledzy. O niego byłbym więc w miarę spokojny w kontekście najbliższych spotkań reprezentacji. Ale czy sam Brożek wystarczy na Irlandię i Słowenię? Jeleń jest kontuzjowany, a na Smolarka na razie nie ma raczej co liczyć.

Dlatego mam małą radę dla Lewandowskiego, a przy okazji także dla Stilica: przestańcie myśleć i gadać o transferze i ruszcie dupy do cięższej pracy na treningach. Wtedy forma po jakimś czasie wróci.

* Skomentuj ten wpis

Liga specjalnej troski

Pisanie, że polska Ekstraklasa jest beznadziejna to już właściwie truizm, ale życie niestety ciągle dostarcza nam na to nowych dowodów.

W meczu Lech - Polonia piękną bramkę zdobył Brazylijczyk Marcelo Sarvas. Ogólnie jest on w tym sezonie jednym z najlepszych graczy Czarnych Koszul, w poprzedniej kolejce ze Śląskiem także zdobył bramkę, strzelał i asystował także w Pucharze UEFA (tzn.  w tym czymś, co jest teraz w jego miejsce - za bardzo przywiązuję się do starych nazw, żeby używać nowych). Ma niezłą technikę, potrafi ładnie strzelić i podać, sensownie porusza się po boisku… słowem: zdecydowanie wybija się ponad przeciętność. A wiecie co porabiał, zanim trafił do Poloni? Przez ponad pół roku pozostawał bez żadnej przynależności klubowej, wcześniej zaś grał w drugiej lidze szwedzkiej…

W tej kolejce błysnął też jego rodak, Daniel Bueno z Odry Wodzisław, zdobywajac bramkę, mimo iż przez ostatni miesiąc leczył kontuzję. Ten z koleji przed zawitaniem do Polski hasał po boiskach ligi maltańskiej. A drugiego gola dla Odry strzelił Tomas Radzinevicius, który przez cały ubiegły sezon nie zdobył ani jednej bramki dla Slovana Liberec.

Wracając jeszcze do Polonii: zaledwie około 45 minut zaliczył dotychczas w sumie w jej barwach Milan Nikolic, zdążył jednak przez ten czas zdobyć bramkę i asystę. Jeśli chodzi o trafienia to dokładnie tyle samo co w poprzednim sezonie w drugiej lidze serbskiej, tyle że tam potrzebował na to całego sezonu.

Pozostaje tylko czekać aż na listę strzelców wpisze się Tadas Labukas z Arki (w poprzednim sezonie 7 meczów i 0 goli w lidze azerskiej).

Podsumowując: piłkarzu, nie poszło ci w lidze mołdawskie!?! Nie zrobiłeś furory w ormiańskiej ekstraklasie? Wyśmiewali cię kibice w Wietnamie? Nie załamuj się, twoja kariera nie jest jeszcze stracona! Jest na świecie i to nawet w centrum Europy liga, w której każdy może mieć swoje pięć minut, a może nawet i więcej. Zapraszamy do Polski!

* Skomentuj ten wpis

Obraniak zdaje egzamin, Leo nie do końca

Polska - Grecja 2:0

Za nami pierwszy od dawna poważny mecz biało-czerwonych.

Jeśli ktoś miał wątpliwości czy Ludovic Obraniak będzie przydatny dla reprezentacji, to odpowiedź poznał już po niecałych dwóch minutach od jego pojawienia się na boisku. Nowy kadrowicz nie musiał nawet nic robić, wystarczyło, że stanął w polu karnym i Polska od razu zdobyła gola, choć z drugiej strony grecki bramkarz interweniował wtedy tak, jakby nagle chwycił go paraliż prawego ramienia - nawet przy niespodziewanie odbitych piłkach od golkiperów powinno się wymagać jednak nieco lepszego refleksu (Chalkias pod tym względem może przybić sobie piątkę z Pawełkiem). Za to nic do powiedzenia nie miał już przy drugiej bramce, którą dodatkowo poprzedziła ładna akcja Polaków.

Było nieźle, ale wciąż jest co poprawić, zwłaszcza w ustawieniu.
Nasza gra wyglądałaby prawdopodobnie dużo lepiej, gdyby zamiast wiecznie zblazowanego i bezproduktywnego Rogera wprowadzić na boisko drugiego napastnika. Choć nawet z dyspozycją i składem z dzisiaj powinniśmy bez problemów poradzić sobie z Irlandczykami i Słoweńcami, ale już na Słowaków i Czechów mogą być konieczne korekty.

Dobra wiadomość jest taka, ze mamy kilku piłkarzy zdolnych do gry na średnim europejskim poziomie (Błaszczykowski, R. Lewandowski, Obraniak, Brożek, Boruc) + kilku graczy nieschodzących poniżej pułapu solidnego rzemieślnika (Murawski, Smolarek, Żewłakow).
Zła natomiast taka, że niektórzy piłkarze, myślę konkretnie o Krzynówku i M. Lewandowskim, od pewnego czasu systematycznie grają coraz gorzej, a mimo to wciąż mają w kadrze pewne miejsce i nie widać ich następców (tzn. nie widzi ich Beenhakker), ponadto wciąż w kadrze wegetują dziwne wynalazki w rodzaju Łobodzińskiego, a Roger ma chyba nieograniczony kredyt zaufania, zdecydowanie za duży jak na te dwa udane mecze, które dotychczas rozegrał przez cała swoją przygodę z reprezentacją.

W każdym razie mamy odpowiedni potencjał, żeby myśleć o awansie do MŚ, ewentualne odpadnięcie będzie hańbą i pokłosiem tylko nietrafnych decyzji personalnych i taktycznych selekcjonera.

* Skomentuj ten wpis


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« lipca    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930